Wpis chciałbym zacząć od tego, że jestem kompletnym ignorantem, jeśli chodzi o zasady, którymi rządzi się świat idolek. Kiedyś obejrzałem Love Live!, znałem osobiście jedną z pierwszych grupek cosplayujących idolki w Polsce, ale przez wiele lat ignorowałem temat.
Prawda jest taka, że K-pop, który mnie totalnie nieinteresuje, jest popularniejszy niż J-pop. Nie dzieje się tak jednak dlatego, że ten pierwszy jest lepszy, a przez to, że japoński rynek muzyczny jest jednym z największych na świecie. Japończycy nie odczuwają więc konieczności ekspansji na rynek międzynarodowy tak silnie, jak ich była kolonia – Korea. Nie dziwi więc, że o BTS wiem od 10 lat, a o Zenbu Kimi No Sei Da dowiedziałem się dopiero wtedy, gdy Fundacja BT zaczęła promować ich koncert na Remconie. To właśnie tam miałem pierwszy raz w życiu zobaczyć prawdziwe idolki i wziąć udział w fanowskich aktywnościach.
Kultura wokół japońskich i koreańskich idoli jest dość podobna. Fani wspierają swoje ulubione zespoły poprzez kupowanie jak największej ilości merchu i płyt, istnieją „cheki” (czyli pamiątkowe polaroidy z koncertów) i wiele innych form zaangażowania. Chciałbym się skupić jednak nie na samej kulturze, a zastanowić się nad psychologiczną percepcją idolek.
Pierwsze przebłyski zainteresowania tematem miałem po koncercie Kanako Itō, po którym kupiłem sobie lightsticki, bo zazdrościłem innym uczestnikom, że mogą pokazać artystce związanej z serią Science;Adventure swoje oddanie. Rok później był koncert Ai Furihaty, który mi się niezbyt podobał, ale głównie dlatego, że nie przepadam specjalnie za city popem.
Ale... któregoś razu stwierdziłem, że pojawię się na występie polskiej grupki cosplayującej Love Live. Sam koncert mi się podobał, ale to, co mnie ostatecznie przekonało, stało się zaraz po nim. Idolki zaczęły wymieniać się listami i odczytywać je na głos. To wtedy zrozumiałem, że muzyka, taniec czy światła są jedynie dodatkiem do śledzenia wspólnej drogi bohaterek.
- Idol to postać na scenie, produkt kultury.
- Oshi to Twój osobisty wybór emocjonalny.
Oshikatsu, czyli aktywne wspieranie swojego ulubieńca, nie bez powodu może odnosić się do postaci fikcyjnej. Często nasze emocje silniej poruszają bohaterowie serii, ponieważ nie pracują oni od 9:00 do 17:00 (chociaż wtedy byliby bardziej relatable), tylko robią rzeczy wywołujące na nas wrażenie i budzące chęć dopingowania im. Może być to tak drastyczne, jak ratowanie szkoły przed zamknięciem w pierwszej odsłonie Love Live!, ale nie musi. W prawdziwym życiu w odróżnieniu od anime rzadko mamy wgląd w myśli naszje ulubione jpostaci, co tworzy pewne niedopowiedzenie. Umysł nie lubi braków informacji, więc często sami staramy się je wypełnić. Dlatego w Japonii czy Korei idole muszą przestrzegać restrykcyjnych zasad, takich jak zakaz randkowania czy unikanie wspólnych projektów z płcią przeciwną. Każde pęknięcie tej wizji niszczy narrację. Sztandarowym przykładem zderzenia tych zasad z rzeczywistością jest Aya Hirano.
- otwarcie mówiła, że nie randkowałaby z otaku,
- przyznawała, że „ma kogoś na oku”,
- wywołała skandal obyczajowy romansami z członkami swojego zespołu,
- wzięła nagły ślub i rozwiodła się po zaledwie 8 miesiącach,
- i wiele innych...
Aya dała się poznać fanom przede wszystkim jako głos Haruhi Suzumiyi. Dla tysięcy otaku przestała być zwykłą kobietą, a została zastąpiona symulakrum charyzmatycznej uczennicy. Symulakrum to w filozofii kopia, która staje się ważniejsza od oryginału. Obraz, który fani pokochali tak bardzo, że nie zostawili w nim miejsca na prawdziwą Ayę.
Zaczęła ona tracić twarz w oczach fandomu w momencie, gdy zapragnęła być bardziej autentyczna. Już sam wywiad, w którym wspomniała o swoich preferencjach matrymonialnych, wywołał agresywne reakcje. Jej autentyczny wizerunek drastycznie przestał zgadzać się z wyobrażeniem fanów, którzy postrzegali ją wyłącznie jako kawaii uczennicę. To pokazuje brutalną prawdę: fani często nie kochają osoby, lecz bezpieczne, kontrolowane kłamstwo, które sami sobie wykreowali.
Ale czy można powiedzieć, że to jednoznacznie złe? Wydaje mi się, że nie do końca. Wiele zawodów, takich jak aktor, muzyk czy influencer, opiera się na tworzeniu wizerunku, który nie zawsze pokrywa się z ich prawdziwymi personami. Mimo tego kłamstwa ich twórczość sprawia nam przyjemność, a zawsze znajdzie się jakiś debil, który będzie myślał, że np. dany aktor na co dzień jest taki sam jak postać, którą odgrywa w serialu. Dokładnie tak samo jest z 3D Oshi. Ja tam lubię słodkie kłamstwa i zawsze mam bekę, gdy ktoś mówi, że dana idolka ma swoich fanów za creepów. Ba, wcale tego nie wykluczam! W przeżywaniu po swojemu tego, co robi nasza ulubiona postać, nie jest jednak istotne to, co ona myśli i jaka jest prywatnie, ale to, jakie emocje w nas wywołuje.